Wielkanoc za pasem… czyli przygotowania bez stresu

Wielkanoc to czas, gdy za oknem coraz śmielej rozbudza się wiosna. Przyjemna pogoda sprawia, że budzimy się z zimowego marazmu i nabieramy ochoty do życia, a mimo to zbliżające się święta są wyzwaniem jak co roku. Zanim zabierzemy się do trzepania dywanów i mycia okien, zaczyna ogarniać nas stres. Jesteśmy niemal pewni, że tym razem nie zdążymy ze wszystkim przed wielkanocnym śniadaniem. Jednak stres to zły doradca. Sprawdź, jak zaplanować wszystkie prace, przygotować dom oraz świąteczne biesiadowanie na czas i z uśmiechem na ustach.

Nasze babcie i mamy wpajały nam od najmłodszych lat, że już na tydzień przed świętami okna powinny lśnić, dywany powinny być wytrzepane, mazurki upieczone, a zakwas na żur gotowy do użycia. Jednak dziś świat wygląda nieco inaczej. Tempo codziennego życia sprawia, że bez dobrego planowania trudno wykonać wiele prac domowych na czas. Pamiętajmy, że nie musimy wszystkiego robić sami. Część zadań warto najzwyczajniej w świecie oddelegować. Niektóre ciasta i potrawy można po prostu zamówić, pranie dywanów zlecić pralni, zakupy zrobić przez Internet, wówczas unikniemy spiętrzenia i zrealizujemy wszystkie zamierzenia, nawet rozpoczynając prace tylko na siedem dni przed świętami.

7 dni do świąt

Zaczynamy oczywiście od sprzątania. Prace warto podzielić między wszystkich członków rodziny. Cięższe czynności powinny przypaść w udziale panom. Oni świetnie poradzą sobie z myciem okien i trzepaniem dywanów, o ile nie zamierzamy ich oddać do czyszczenia do profesjonalnej pralni. Wypranie firan i zasłon oraz odkurzenie mebli i obrazów to prace, z którymi poradzi sobie każdy. Na końcu odkurzamy i myjemy podłogi. Angażując wszystkich domowników, w dwa dni można wysprzątać nawet wielki dom.

6 dni do świąt

To odpowiedni moment, aby stworzyć świąteczne menu. Zaczynamy więc od spisania listy produktów, które musimy kupić. Świeże wędliny, pieczywo czy warzywa i owoce lepiej kupić w piątek, tuż przed świętami.

Jeśli decydujemy się zamówić gotowe dania, z pewnością jest to „ostatni dzwonek”. Firmy cateringowe czy cukiernie planują swoje prace tak, by zdążyć ze wszystkimi zamówieniami.

5 dni do świąt

Wielkanocne dekoracje wprowadzają nas wszystkich w radosny, świąteczny nastrój. Kolorowe tulipany, żółte żonkile i wielkanocne bazie wyglądają przepięknie w każdym pomieszczeniu. Pięknie prezentują się także świąteczne stroiki z kurkami i barankami. Warto pokusić się o przygotowanie pisanek, tym z przyjemnością zajmą się najmłodsi.

4 dni do świąt

W czasie Wielkanocy każdy członek rodziny powinien dobrze się prezentować. Trzy, cztery dni przed świętami powinniśmy przejrzeć i przygotować sobie stroje, które chcemy założy. Wówczas spokojnie wystarczy czasu na ich odświeżenie i wyprasowanie, a w wielkanocny poranek nie popadniemy w popłoch, stając przed szafą i wypowiadając dobrze wszystkim znane zdanie – „znowu nie mam się w co ubrać”.

3 dni do świąt

To pora, aby w kuchni zgromadzić produkty niezbędne do przygotowania świątecznych potraw. Jak zawsze warto przygotować sobie dobry plan, który tym razem dotyczyć będzie tylko prac kuchennych. Okaże się wówczas, że przy odpowiedniej organizacji nie trzeba będzie spędzać wielu godzin w kuchni. Podczas gdy jedne potrawy będą się marynowały, piekły, gotowały lub stygły, można wykonać inne prace. To jednak uda się tylko wtedy, gdy zaplanujesz wszystkie czynności krok po kroku, a przygotowanie wszystkich potraw nie zajmie ci więcej niż dwa popołudnia.

1 dzień do świąt

Wielka Sobota powinna być przeznaczona na odpoczynek i przygotowanie się do świąt. Zarezerwuj sobie czas na manicure i pedicure, a wieczorem przygotuj sobie relaksującą kąpiel. Dzięki temu do śniadania wielkanocnego usiądziesz wypoczęta i w doskonałym humorze.

Zielone warzywa, czyli jasność umysłu na długie lata

Żyjemy coraz dłużej i to z pewnością cieszy wielu z nas. Jednak niestety rośnie liczba seniorów, którzy cierpią na różne odmiany demencji, na chorobę Alzheimera oraz inne schorzenia mózgu odbierające nie tylko radość życia, ale możliwość samodzielnego funkcjonowania. I choć wydaje się, że medycyna skuteczniej potrafi opóźniać proces starzenia się ciała niż samego mózgu, to jednak całkiem sporo można zrobić, by zachować jak najdłużej jasność i bystrość umysłu. Sprawdź, dlaczego zielone warzywa muszą zagościć w diecie na stałe.

Witaminy i minerały niezbędne dla mózgu

Do prawidłowej pracy umysłu niezbędnych jest wiele witamin i substancji, w które należy codzienne go zaopatrywać. Podstawowymi witaminami umożliwiającymi prawidłowe procesy myślenia i koncentracji oraz utrzymanie prawidłowego poziomu procesów poznawczych są witaminy z grupy B. Do najważniejszych z nich należy witamina B4, zwana choliną, oraz niacyna, czyli witamina B3. Zwraca się też ostatnio uwagę na witaminę B12, której niedobór wiązano do tej pory głównie z anemią.

Wśród minerałów niezwykle istotnych dla prawidłowej pracy mózgu wyróżnia się lecytynę, której brak odpowiada za utratę zdolności zapamiętywania, a część naukowców upatruje w tym niedoborze jednej z przyczyn choroby Alzheimera. Mózg potrzebuje także odpowiednich ilości cynku, magnezu, potasu, fosforu i kwasu linolowego. Trzeba też pamiętać o tym, że niezwykle ważne jest zapewnienie odpowiedniego dotlenienia komórek mózgowych, a do tego potrzebne jest żelazo, będące doskonałym nośnikiem tlenu.

Zielone warzywa, czyli to, czego potrzebuje nasz mózg

Zielone warzywa są szczególnie bogate w wyżej wymienione witaminy i minerały, nic więc dziwnego, że zaleca się ich spożywanie w dużych ilościach. Mózg znacznie dłużej zachowa sprawność, gdy codziennie na talerzach pojawiają się chociażby te najpopularniejsze, takie jak ogórki, brokuły, rzeżucha, szczypiorek, koperek lub natka pietruszki. To właśnie w nich znajdują się ogromne ilości witamin B1, B2, A i C, czyli najbardziej pożądanego w organizmie przeciwutleniacza. Co ciekawe, w natce zielonej pietruszki jest zacznie więcej witaminy C niż w najbardziej popularnych cytrusach.

Warto także postawić na kapustę, bo ta oprócz wymienionych wyżej witamin zawiera także sporo witaminy E. Z kolei szpinak to cenne źródło kwasu foliowego, który aktywnie bierze udział w procesach zachodzących w mózgu. Podobnie jak kapusta zawiera sporo przeciwutleniaczy w postaci witamin C i E, dzięki czemu aktywnie zwalcza gromadzące się w organizmie i mózgu wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia oraz chroniąc jakość pracy samego mózgu.

Niedoceniany przez lata jarmuż dziś wydaje się panaceum na problemy wieku dojrzałego. Nie dość, że zawiera ogromne ilości witaminy C, to w jego składzie znajdują się związki zwane folianami. Jarmuż spożywany przez kobiety w ciąży, ze względu właśnie na zawarte w nim foliany, wspomaga prawidłowy rozwój mózgu u dzieci i zapobiega powstawaniu wad wrodzonych. Natomiast regularnie spożywany przez dorosłych chroni mózg przed degradacją i aktywnie wspomaga jasność myślenia. To zielone warzywo w swoim składzie zawiera też luteinę, której właściwa podaż w organizmie zmniejsza ryzyko wystąpienia wielu chorób oczu, takich jak zaćma czy zwyrodnienie plamki żółtej.

Nie tylko witaminy

Aby jak najdłużej cieszyć się jasnością umysłu, dietę warto uzupełnić o ryby morskie i słodkowodne, bo te zawierają wartościowe nienasycone kwasy tłuszczowe. Trzeba sięgać po orzechy i masło orzechowe, one też dostarczą kwasów omega-3. Nie wolno także zapominać o aktywności fizycznej i właściwej długości snu. Stosując się do tych zasad, zwiększamy szanse na swoją samodzielność nawet w wieku 100 lat.

Wegetariański lunchbox

Wegetarianizm nie jest obowiązkiem, ale próbowanie wegetariańskich potraw powinno nim być. Zwolennicy tradycyjnej kuchni, w której często główną rolę odgrywa wieprzowina i drób, nawet nie zdają sobie sprawy, jak pyszne są potrawy wegetariańskie. Tu główną rolę odgrywają warzywa, a bogactwo smaków jest wprost niewiarygodne. Warto zatem choć raz w tygodniu postawić na zieloną kuchnię bezmięsną, bo oprócz nowych smaków takie danie przyniesie wiele dobrego dla zdrowia. Oto kilka smakowitych propozycji, które przygotować można w kilka minut i zabrać ze sobą do szkoły lub do pracy.

Hummus z suszonymi pomidorami z bukietem warzyw

Do przygotowania hummusu potrzebna jest jedna puszka ciecierzycy i dość duży ząbek czosnku. Potrzebnych będzie pięć lub sześć suszonych pomidorów z oliwy, sok z całej cytryny oraz trzy spore łyżki pasty tahini. Wszystkie te składniki wrzucamy do blendera i miksujemy. Całość doprawiamy odrobiną chili i soli.

Hummus wkładamy do jednej z przegródek lunchboxa. W pozostałych umieszczamy ulubione świeże warzywa, wcześniej umyte, obrane i pokrojone w słupki lub ósemki. W tej roli świetnie sprawdzą się ogórki, papryka, pomidory, rzodkiewki. Można też wcześniej ugotować na półtwardo fasolkę szparagową, szparagi, brokuły albo kalafior.

Soczewica z suszonymi pomidorami

Pierwszym krokiem jest ugotowanie około 200 g brązowej soczewicy. Oczywiście można także użyć tej gotowej, z puszki, a wówczas należy ją po prostu odsączyć. Pięć, sześć kawałków pomidorów suszonych z zalewy kroimy w małe kawałki oraz siekamy łyżkę kaparów. Wszystkie składniki mieszamy razem, a następnie obieramy i kroimy awokado, skrapiając je jednocześnie odrobiną soku z cytryny. Ostatnią czynnością, którą musimy wykonać, jest pokrojenie czerwonej papryki w drobną kostkę. Wszystko mieszamy, dodajemy pokrojoną drobno czerwoną cebulę i natkę pietruszki. Przyprawiamy solą, pieprzem i suszonym oregano. Miłośnicy czosnku mogą przecisnąć przez praskę mały ząbek i dodać go do sałatki.

Przebojowe spaghetti

Spaghetti z cukinii to danie, które świetnie smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno. Przygotowanie tej potrawy jest banalnie proste. Przede wszystkim z cukinii trzeba zrobić makaron, a więc odciąć końcówki i specjalną maszynką lub obieraczką do warzyw przygotować „plastry makaronu”. Część cukinii z pestkami nie przyda się do tego dania, a można ją wykorzystać chociażby do warzywnego gulaszu. Następnie należy obrać i posiekać w pióra cebulę, pokroić czosnek, paprykę, pomidory oraz przepołowić oliwki.

Na patelni trzeba rozgrzać olej i zeszklić pokrojoną cebulę, a następnie dodać czosnek. Potem dokładamy paprykę wraz z oregano i smażymy około 8 minut. Przez kolejne 2 minuty smażymy całość wraz z pomidorkami. Na koniec dorzucamy przygotowane spaghetti z cukinii, oliwki i odrobinę octu balsamicznego, przyprawiamy solą i pieprzem. Całość delikatnie mieszamy i po kolejnych 2 minutach przekładamy na talerz lub do lunchboxu.

Owoce warte grzechu

W codziennym menu owoców nigdy za wiele. To one zadowolą nasze podniebienie, gdy mamy ochotę na coś słodkiego, albo gdy po prostu chce nam się pić. W lunchboxie powinny znajdować się owoce sezonowe, które nie tylko zaspokoją apetyt, ale także dostarczą dodatkowej porcji witamin. To one powinny stanowić dwie spośród pięciu porcji warzyw lub owoców, które należy zjadać każdego dnia.

Wiosenne kwiaty w naszych mieszkaniach

Gdy za oknem robi się coraz cieplej, a w ogrodach zaczynają pojawiać się przebiśniegi i krokusy, i my nabieramy większej ochoty do życia. Nic więc dziwnego, że tę kolorową i pachnącą wiosnę chcielibyśmy przenieść do mieszkania i cieszyć się nią cały czas. Wystarczy odwiedzić pobliską kwiaciarnię, by wrócić do domu z kilkoma doniczkami prześlicznych, kolorowych prymulek, a w naszej przestrzeni od razu zagości odrobina wiosny. Jakie jeszcze kwiaty doniczkowe powinny znaleźć się w mieszkaniu, by poczuć wiosenną aurę?

Najlepsze rośliny cebulowe

Wiosną królują pastelowe hiacynty, miniaturowe, intensywnie żółte żonkile, kolorowe krokusy, a czasami pojawiają się też urzekające tulipany. Wszystkie te kwiaty należą do roślin cebulowych i aby mogły cieszyć nasze oko przez dłuższy czas, w czasie zakupu trzeba starannie przyjrzeć się ich kondycji. Cebulki, z których wyrastają pędy, powinny wystawać nieco ponad powierzchnię podłoża w doniczce. Warto dokładnie sprawdzić, czy ta wystająca część nie jest zbyt sucha lub uszkodzona. Nie należy kupować roślin cebulowych już kwitnących, bo z pewnością nie postoją zbyt długo. Wybierać należy te, które mają mocną budowę i są w miarę niskie, ponieważ i tak znacznie urosną. Spośród wymienionych roślin najbardziej pachną hiacynty, a ich zapach może być drażniący w małym pomieszczeniu, dlatego takie kwiaty stawia się w sporych salonach lub pokojach dziennych. W pomieszczeniach, w których pracujemy lub wypoczywamy, lepiej sprawdzą się żonkile lub tulipany.

Jak wybierać prymule?

Prymulki to urocze niewielkie kwiaty, które zachwycają już na sklepowych półkach, bo gdy jest ich dużo, tworzą piękne, wielobarwne kobierce. Wybierając prymule, decydujmy się na te, które już kwitną, ale warto sprawdzić, czy pomiędzy liśćmi znajdują się jeszcze inne pąki. Jeśli jest ich dużo, prymula będzie długo kwitła i zdobiła mieszkanie.

Te bardzo delikatne kwiaty wymagają systematycznego podlewania. Warto sprawdzić, czy prymule nie są przesuszone, bo jeśli tak, to ich żywot będzie bardzo krótki. Jeśli liście mają już nieco żółtawe zabarwienie, to także znak, że kwiat szybko straci swoje estetyczne walory. Jeśli pomimo wiosny na dworze utrzymuje się ujemna temperatura, kwiaty te trzeba zabezpieczyć przed mrozem w czasie transportu. Są one bowiem bardzo wrażliwe i bardzo szybko przemarzają.

Doniczki i misy

Wiosenne kwiaty cebulowe kupujemy najczęściej w zwykłych osłonkach. W domu warto więc przesadzić je do doniczek dobranych kolorystycznie. Uzyskamy naprawdę zachwycający efekt. Można wybrać klasyczne kształty doniczek, ale warto pokusić się o oryginalne rozwiązania. Prymule doskonale wyglądają przesadzone do większych filiżanek. Warto je także umieścić w oryginalnych misach lub nawet garnkach. Z kolei żonkile uroczo wyglądają w duży kubkach. Hiacynty cudownie prezentują się w szklanych misach lub wazonach.

Gdy już przekwitną

W pewnym momencie kwiaty przekwitną, a chwilę później ich liście uschną. Jednak cebulek nie warto wyrzucać, bo dobrze przechowywane puszczą młode pędy już za rok. Cebule można wysadzić do ogrodu, a także włożyć je do doniczki z ziemią i przechować w chłodnej piwnicy. Obie te czynności wykonuje się jesienią. Z kolei prymulki można od razu posadzić do ogrodu, a wówczas jest szansa, że zakwitną po raz drugi jeszcze w tym samym sezonie.

Marzec – czyli czas na wiosenne porządki w ogrodzie

W marcu coraz częściej można cieszyć się wiosennym słońcem, które już bardzo wyraźnie podnosi temperaturę powietrza i tym samym sprawia, że przyroda budzi się do życia. To właśnie marzec jest miesiącem, w którym ogrodnicy mają najwięcej pracy. Aby ogród wyglądał pięknie aż do późnej jesieni, w tym okresie trzeba najbardziej zadbać o drzewa, krzewy i trawniki. Jak poradzić sobie z takim wyzwaniem?

Przede wszystkim narzędzia

Do prac porządkowych w ogrodzie potrzebne są właściwie tylko podstawowe narzędzia. W zasadzie wystarczy mieć pod ręką łopatę, grabie, sekator i ogrodową miotłę. Jednak pierwszym krokiem jest sprawdzenie, w jakiej kondycji są one po zimowych miesiącach spędzonych w szopie czy piwnicy. Jeśli jesienią nie zostały oczyszczone i naostrzone, warto to zrobić przed przystąpieniem do pracy. Jeśli stan techniczny narzędzi pozostawia wiele do życzenia, czyli na przykład gdy ich rączki lub uchwyty są uszkodzone, lepiej zdecydować się na zakup nowych.

Najpierw tarasy i ścieżki

Sprzątanie ogrodu najlepiej rozpocząć od oczyszczenia ścieżek i tarasu, jeśli jest on połączony z ogrodem. To ułatwi poruszanie się w obszarze roboczym. Z tych powierzchni najpierw usuwa się liście i gałęzie, bo pozostawione na kamiennych czy betonowych elementach szybko staną się siedliskiem grzybów i mchów, które nie tylko będą szpecić, ale także trudno będzie je usunąć.

Zarówno taras, jak i ścieżki można oczyścić ciśnieniową myjką, bo dzięki temu łatwo usuwa się wszelkie zanieczyszczenia. Myjka ciśnieniowa jest urządzeniem, dzięki któremu oszczędza się wodę. Poza tym strumień wody o wysokim ciśnieniu czyści powierzchnie szybko i bardzo skutecznie.

Pora na drzewa i krzewy

Wraz z nadejściem wczesnej wiosny trzeba przyjrzeć się drzewom i krzewom. To czas, w którym usuwa się suche i połamane gałęzie oraz przycina te zbyt długie, bo dzięki temu rośliny będą znacznie silniejsze i puszczą więcej młodych pędów.

Przycinając gałęzie, należy używać dobrego sprzętu. Niezbyt ostry sekator będzie tylko miażdżył pędy, a to nie jest dobre dla ich kondycji. Cięcie powinno być zdecydowane i równe, a to można wykonać tylko odpowiednio naostrzonym i sprawnym technicznie sekatorem.

Trawniki i rabaty

Kolejnym punktem na liście wiosennych prac ogrodowych jest przygotowanie podłoża pod zasiewy. Po usunięciu wszelkich liści, gałęzi i uschniętych roślin, konieczne jest spulchnienie i rozdrobnienie gleby. Dzięki temu umożliwiony zostanie dopływ tlenu i wody do jej głębszych warstw. Warto użyć w tym celu glebogryzarki, bo wówczas prace przebiegają bardzo sprawnie. Dzięki temu można też pozbyć się chwastów. Glebogryzarka pomoże także w wymieszaniu nawozu z podłożem, przez co gleba będzie lepiej i głębiej odżywiona.

Nieco inaczej należy postępować z trawnikami. Tu glebogryzarka się nie przyda. Do pielęgnacji trawnika przyda się wertykulator, który pionowo ponacina powierzchnię trawnika i umożliwi przedostanie się wody i powietrza do głębszych warstw. Wertykulacja spowalnia namnażanie się chwastów i mchów, a także przeciwdziała chorobom o podłożu grzybiczym. Zatem po uprzątnięciu trawnika, zanim pojawi się młoda trawa, warto przeprowadzić takie prace. I choć po wykonaniu wertykulacji powierzchnia trawnika nie będzie wyglądała najlepiej, to wkrótce pojawi się piękna, gęsta trawa, która będzie wymagać tylko regularnego koszenia.

 

Nowalijki – czy będziemy je jeść już w lutym?

Warzywa i owoce, a więc także wyczekiwane zawsze nowalijki, powinny stanowić co najmniej 50% codziennego pożywienia. Dziś znacznie łatwiej sprostać temu zadaniu, bo świeże warzywa – choć na razie głównie szklarniowe lub z importu – dostępne są przez cały rok. Nawet zimą kupujemy piękne, zielone brokuły i jarmuż, kuszą nas gruszki i truskawki, a świeże rzodkiewki, pomidory i ogórki też już nikogo nie dziwią. Cóż, jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest ocieplenie klimatu, ale czy to oznacza, że prawdziwe nowalijki z ogródka będziemy zajadać już w lutym?

Ocieplenie klimatu spędza sen z powiek wielu i trzeba przyznać, że ma ono ogromny wpływ na zmiany zachodzące w środowisku naturalnym. Wzrastająca temperatura powietrza i związane z tym topnienie lodowców powodują podnoszenie się temperatury oceanów i mórz, które uwalniają do atmosfery dodatkowe ilości dwutlenku węgla, a przecież człowiek produkuje go i tak zdecydowanie za dużo. To wszystko niesie za sobą ogromne konsekwencje dla środowiska. Z jednej strony niebezpiecznie podnosi się poziom wód na świecie, a z drugiej strony coraz więcej regionów zagrożonych jest stepowieniem i pustynnieniem. Tak gwałtowne zmiany klimatu niosą ze sobą coraz częstsze kataklizmy naturalne i anomalia pogodowe, którym nie da się zapobiec. Na taki klimatyczny „rollercoaster” najbardziej narażone jest rolnictwo i to w tej dziedzinie jego konsekwencje są szczególnie dotkliwe.

Ocieplenie klimatu a produkcja rolnicza

Anomalia i zmiany klimatyczne mocno zaburzają warunki, w jakich realizowana jest produkcja rolna. Wystarczy przyjrzeć się coraz wyższym cenom żywności, które możemy obserwować od jakiegoś czasu. W Polsce spowodowane jest to głównie suszą, która na naszych terenach utrzymuje się już właściwie od kilku lat. Stan wód nie jest też odbudowywany nawet zimą, bo w zasadzie na nizinach nie widuje się już pokrywy śnieżnej. Niestety nasz kraj jest najbardziej w całej Europie zagrożony tak zwanym stepowieniem, a więc i produkcja rolna może znacznie się zmniejszyć lub będzie trzeba zupełnie zmienić profil zasiewów.

Wzrost średniorocznej temperatury, jaki obserwujemy w Polsce, sprzyja także rozwojowi populacji różnych szkodników, ale także będą migrować do nas szkodniki z innych stref klimatycznych. I choć niektórzy stwierdzą, że na naszym obszarze skutki ocieplenia nie będą tak dramatyczne, bo przecież inne regiony już tracą jakąkolwiek możliwość produkcji rolnej z uwagi na pustynnienie obszarów i ekstremalnie wysokie temperatury powietrza, to jednak trzeba przygotować się na gruntowne zmiany.

Czy w Polsce pojawią się nowalijki w lutym, a sady jabłkowe zamienią się w gaje oliwne?

Zmiany klimatyczne w Polsce wpłynęły już na wydłużenie okresu wegetacyjnego, a to dzięki bardzo ciepłym jesieniom. Pozwala to na uprawę poplonów i jesiennych odmian owoców i warzyw. Rolnicy mają także znacznie więcej czasu na niezbędne prace polowe i jesienne zbiory, które trzeba wykonać przed nadejściem zimy. Tytułowe nowalijki z gruntu pojawiać się będą na razie w tym samym czasie co dawniej, bo wczesną wiosną nadal jest bardzo chłodno, a więc na młode warzywa musimy nadal czekać do maja. Z kolei utrzymująca się susza drastycznie obniża wielkość produkcji rolnej, co sprawia, że wielu rolników traci źródło swojego utrzymania i jeśli nic się nie zmieni, wkrótce będzie trzeba importować nawet zwykłą mąkę. Trzeba też przygotować się na to, że wraz z ociepleniem klimatu będą musiały zmienić się uprawy. Na polach będziemy oglądać coraz więcej słoneczników i soi, ale nie należy spodziewać się, że w krótkim czasie zaczniemy uprawiać oliwki czy pomarańcze.

Skąd się wzięły pączki i dlaczego królują w Tłusty Czwartek?

Choć jeden pączek waży tylko około 60-70 gramów, to w zależności od polewy i nadzienia dostarcza nam od 250 do 300 kalorii. Nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy ważą nieco więcej niż należy, ale w Tłusty Czwartek każdy powinien zjeść chociaż jednego pączka, bo ponoć to gwarantuje szczęście przez cały rok.

Tłusty Czwartek to ostatni czwartek karnawału i wtedy na stołach powinny królować właśnie pączki. Ponoć tego dnia Polacy zjadają około miliona pączków, co oznacza, że statystycznie każdy zjada mniej więcej 2,5 pączka. To naprawdę sporo. No cóż, w ten jeden dzień w roku można pozwolić sobie na taką słodką rozpustę. Wszak pączki to nie wymysł naszych czasów, znano je już w czasach starożytnych, choć wówczas wcale nie były słodkie.

Pączki – historia w pigułce

Pączki znano już w czasach starożytnego Rzymu, ale zupełnie nie przypominały one tych, którymi objadamy się dzisiaj. Przygotowywano je z ciasta chlebowego i nadziewano słoniną lub boczkiem. Były więc one słonawe albo pikantne. Raczono się nimi zawsze wówczas, gdy świętowano zakończenie zimy i pojawiały się pierwsze zwiastuny wiosny. Potem minęły kolejne stulecia, a na terenach Polski podawano pączki ze skwarkami, zwane także pampuchami. W średniowieczu pojawiły się pączki z ciasta drożdżowego, które przygotowywali mnisi.

Mniej więcej  pod koniec XVI wieku pojawiły się pączki w słodkiej postaci, ale one także nie przypominały tych dzisiejszych, bo były niezwykle twarde. Dopiero gdy w XVIII wieku powszechnie zaczęto używać drożdży, pączki stały się podobne do tych, które znamy dzisiaj. Za prekursorkę współczesnej odmiany pączków uważa się Cecylię Krapf, która na przełomie XVII i XVIII wieku prowadziła słynną wiedeńską cukiernię. Serwowała tam drożdżowe kule nadziewane owocami.

Pączki całego świata

Na świecie znane są różne rodzaje pączków. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tak zwanych pączków berlińskich. Mięciutkie, okrągłe, z charakterystycznym jaśniejszym paskiem w najszerszym miejscu, nadziewane powidłami, czekoladą, adwokatem lub toffi, z dużą ilością lukru lub cukru pudru na powierzchni, urzekają codziennie wielu z nas. Te ciastka w Tłusty Czwartek królują w cukierniach niepodzielnie.

W Ameryce prym wiodą donuty. Puszyste, lekko chrupiące ciastka z charakterystyczną dziurką w środku kochają nie tylko Amerykanie, bowiem i u nas jest wielu amatorów tych pyszności. W polskich cukierniach na co dzień znajdziemy też pączki wiedeńskie. Nazwa jest nieco myląca, bo wiedeńskie pączki wcale nie pochodzą z Austrii. To tradycyjne ciastka hiszpańskie, które u nas najczęściej nazywa się gniazdkami. Parzone ciasto, smażone w głębokim tłuszczu i obficie lukrowane ma wielu wiernych zwolenników.

Wśród różnych rodzajów pączków trzeba też wymienić te pochodzące z Turcji. Małe kuleczki z drożdżowego ciasta z cukrowym syropem i miodem noszą nazwę lokma. I choć są pyszne, to w Polsce trudno je znaleźć.

Na świecie jednak pączki przybierają różne formy. W Stanach bardzo popularna jest „wytrawna” ich odmiana z bekonem. Z kolei w Japonii pączki podaje się z kremem fasolowym, a w Korei mają wyraźnie czosnkowy smak. Najciekawsze są chyba jednak te serwowane w Singapurze. Tam swoim smakiem przypominają nieco sushi, bowiem ciasto serwowane jest z aromatycznymi wodorostami i wasabi.

Walentynkowe dania, czyli wyjątkowa kolacja we dwoje

Walentynki to wielkie święto miłości, które obchodzą nie tylko ci szaleńczo zakochani, ale także osoby, które czekają na to uczucie. Nic więc dziwnego, że ten wieczór każdy chce spędzić wyjątkowo. Walentynkowa kolacja we dwoje lub  spędzona w gronie najbliższych przyjaciół to czas, w którym poziom uczuć można znacznie podnieść za sprawą pysznego jedzenia. Jeśli na stole pojawią się dania pełne afrodyzjaków, z pewnością rozgrzeją one serca i zmysły.

Już w czasach starożytnych odkryto, że niektóre składniki potraw doskonale wpływają na samopoczucie. Nazwano je afrodyzjakami od imienia greckiej bogini miłości – Afrodyty, która zasłynęła między innymi ze swoich kulinarnych zdolności. Jej najsłynniejszym, miłosnym daniem była kasza jaglana z miodem. Z kolei starożytni Rzymianie za największy afrodyzjak uznawali czosnek, który zjadano na surowo i popijano mlekiem z miodem. Dziś jednak trudno sobie wyobrazić aromatyczny czosnek jako podstawowy element walentynkowej kolacji. W roli afrodyzjaków znacznie lepiej sprawdzą się inne przyprawy – kardamon, chili czy gałka muszkatołowa, które poprawiając krążenie krwi, powodują lepszy przypływ energii i poprawiają samopoczucie. Sprawdź, co można zaserwować w ten wyjątkowy wieczór.

Ostra zupa jako afrodyzjak numer jeden

W ten wieczór warto zaserwować zupę z czerwonej papryki. To wyraziste smakowo warzywo w połączeniu z papryczką chili z pewnością zadziała rozgrzewająco i pobudzająco. Najpierw trzy, cztery czerwone papryki trzeba oczyścić z gniazd nasiennych, papryczkę chili bardzo drobno posiekać, cebulę pokroić w piórka, a czosnek przecisnąć przez praskę. Wszystko musi zostać zalane bulionem warzywnym z odrobiną koncentratu pomidorowego. Gdy warzywa staną się miękkie, całość należy zmiksować. Przed podaniem krem paprykowy warto udekorować świeżą bazylią.

Owoce morza to uczta dla zmysłów

Na liście fantastycznych afrodyzjaków od wielu lat znajdują się także owoce morza. Ukochaną osobę warto uraczyć więc ostrygami, krabami czy homarem, ale świetnie sprawdzają się także popularne krewetki.

Należy starannie je obrać i włożyć do miseczki. Zalewamy marynatą przygotowaną z oliwy z oliwek, posiekanej natki i koperku, z dodatkiem czosnku soli i pieprzu. Po trzydziestu minutach smażymy je około pięć minut na rozgrzanej patelni z dodatkiem odrobiny masła. Te owoce morza najlepiej podawać ze świeżą bagietką i kieliszkiem białego wytrawnego wina.

Filiżanka pełna czekolady z nutą chili

Walentynki kojarzą się również ze słodkościami, więc gorąca czekolada jest jak najbardziej odpowiednim wyborem. Do rondelka wrzucamy więc tabliczkę czekolady mlecznej i połowę czekolady gorzkiej. Do tego wystarczy dodać pół szklanki mleka i około 100 ml słodkiej śmietanki 18%. Całość przyprawiamy cynamonem i… papryką chili. Wszystkie składniki podgrzewamy i mieszamy, tak aby uzyskać jednolitą konsystencję. Przyprawiając ten cudowny deser, trzeba uważnie dodawać chili, tak by czekolada była wyrazista w smaku, ale nie za ostra.

Prezenty walentynkowe, które robią wrażenie

Walentynki mają zarówno zagorzałych wielbicieli, jak i przeciwników. Zatem jedni czekają na ten dzień już od świąt Bożego Narodzenia, a inni najchętniej przespaliby 14. lutego, udając, że nic się nie wydarzyło. Jednak bez względu na racjonalne uzasadnienie swojego podejścia do tego dnia warto dać szansę Walentynkom. W końcu kiedy, jak nie tego dnia pokazać bliskim osobom, jak bardzo jesteśmy wdzięczni za to, że są obecni w naszym życiu. A jak to zrobić…?

Trzeba przyznać, że nawet te okazałe bukiety kwiatów, zamówione stoliki w restauracjach, czy wypady do kina na romantyczne komedie trochę znudziły się każdemu. Nic dziwnego, że ci, którzy nie lubią ckliwych filmów, a w ten dzień muszą się nimi zachwycać, marzą o tym, by w tym roku Walentynki się nie odbyły. To święto miłości można jednak podkreślić prezentem, który zdecydowanie zrobi wrażenie na obdarowanej osobie, a ta pokocha Walentynki i w kolejnym roku będzie czekać na ten dzień co najmniej jak na kolejną rocznicę swoich urodzin.

Prezent dla niego

Mężczyźni są z pewnością romantyczni, ale czy aż tak, by kubek do kawy z wielkim serduszkiem sprawiał im ogromną radość? Wydaje się to mało prawdopodobne. Podobnie krawat w serduszka lub inne amorki raczej nie będą czymś, co sprawi, że zapamiętają właśnie ten prezent, a już z pewnością przemilczą ten fakt w czasie rozmów z kolegami. Warto zatem zastanowić się, co tak naprawdę jest w stanie zwrócić uwagę naszego ukochanego faceta.

Dobrym pomysłem są personalizowane mapy Europy czy świata, na których nasz ukochany podróżnik może zaznaczać miejsca, które udało mu się lub dopiero uda się odwiedzić. Mapa pozwoli mu zaznaczać także te miejsca, do których wybierzecie się we dwoje. Taki prezent na pewno nie wyląduje w najciemniejszym zakątku szafy, a znajdzie swoje honorowe miejsce na ścianie.

A może pozwolisz facetowi poczuć się jak gwiazda sportu i przygotujesz okładkę gazety z jego zdjęciem i najnowszym rezultatem sportowym, który udało mu się osiągnąć? Tak wykonana okładka po wydrukowaniu i oprawieniu może być fajną ozdobą, która zawiśnie tuż obok jego biurka.

Panowie cenią sobie także personalizowane butelki, kufle czy szklanki do ich ulubionych trunków. Karafki na dobrą whisky, opatrzone imieniem właściciela, albo kufle do piwa z pewnością będą chętnie używane przez długi czas.

Prezenty dla niej

Dziewczyny mają w sobie znacznie więcej romantyzmu niż panowie, a więc z pewnością kwiaty i okolicznościowa biżuteria sprawią im ogromną radość, nawet gdy podobne prezenty otrzymywały wcześniej. Jednak im także przyda się jakaś odmiana.

W tym roku warto pomyśleć o prezentach, które będą przeznaczone tylko dla nich. Nawet zwykły notes ze spersonalizowanym nadrukiem sprawi, że będą chętnie go używać i zapisywać planowane działania, mające doprowadzić do zawładnięcia światem.

Dziewczyny z pewnością chętnie będą otulać się ciepłym kocem ze swoim imieniem, który otrzymają od swojego faceta. Dużą radość sprawi im także wspólna fotografia wydrukowana na płótnie i oprawiona w piękną ramę. To fantastyczna ozdoba, która znajdzie swoje miejsce na ścianie w salonie lub w sypialni. Wielkim hitem ostatniego sezonu są także tak zwane słoje życzeń. To śliczne, ciekawie zdobione, szklane słoje, w których umieszcza się karteczki z dowolnymi treściami. Mogą to być na przykład propozycje wspólnego spędzania czasu, takie jak kino, teatr czy spacer. Dziewczyna losuje jedną karteczkę każdego dnia i w ten sposób określa sposób spędzenia wolnego wieczoru we dwoje.

Dania z makaronem w roli głównej w wersji „fit”

Panuje przekonanie, że dania z makaronem nie są dla osób, które chcą utrzymać swoją wagę lub zrzucić zbędne kilogramy. To jednak nie jest do końca prawda, a sam makaron nie jest tuczący ani nadmiernie kaloryczny. Natomiast zgubne bywają składniki, które są do niego dodawane. Przyrost wagi powodują najczęściej sosy, mięso i sery, które dodaje się do makaronu, dlatego jeśli ktoś lubi makaron, powinien znać choć kilka sposobów na przyrządzenie dania w wersji „fit”.

Makaron – ważny element diety odchudzającej

Wiele osób mających nadwagę stara się eliminować makaron ze swojej diety. Jednak to błędne posunięcie. Sam makaron, ugotowany al dente, czyli tak, aby pozostał on jędrny i może lekko twardy, nie jest w żaden sposób tuczący. Wręcz przeciwnie, zapobiega zjadaniu zbyt dużych ilości pożywienia, bo na długo zapewnia poczucie sytości i jest dobrym źródłem węglowodanów złożonych. Po zjedzeniu makaronu osoby odchudzające się niemal nie odczuwają potrzeby jedzenia słodkości, a zawarty w makaronie błonnik pokarmowy utrzymuje dobre tempo przemiany materii.

Makaron penne z łososiem

Najlepszym wyborem jest pełnoziarnista wersja tego makaronu. Należy go gotować w wodzie lekko posolonej aż do momentu, gdy osiągnie stan al dente. W międzyczasie przygotowuje się dressing, który składa się z jogurtu greckiego, posiekanej natki pietruszki lub innych ulubionych ziół. Gdy makaron będzie gotowy, należy wymieszać go z odrobiną jogurtu i kawałkami wędzonego łososia. Całość warto udekorować ulubionymi, świeżymi ziołami. Takie danie zapewni wiele składników cennych dla organizmu. Znajdą się w nim odpowiednie kwasy tłuszczone, witamina C, błonnik pokarmowy oraz wiele innych elementów znajdujących się w użytych ziołach.

Makaron z sosem paprykowym

Ulubiony rodzaj makaronu razowego należy ugotować tak, aby oczywiście pozostał on al dente. Jednocześnie trzeba przygotować pyszny sos, rozpoczynając od upieczenia w piekarniku cebuli czosnkowej lub czerwonej i dużej papryki czerwonej. Gdy skórka warzywa ściemnieje, należy ją zdjąć. Upieczoną cebulę, paprykę, ząbek czosnku i ulubione przyprawy należy zblendować. Sos miesza się z ugotowanym makaronem, a całość można posypać uprażonymi orzechami lub pestkami dyni oraz drobno posiekaną natką pietruszki.

Makaron z dietetycznym indykiem

Makaron tagiatelle lub inny ulubiony należy ugotować. W międzyczasie należy przygotować indyka w sosie, co potrwa około 15–20 minut. Cebulę i czosnek siekamy i przesmażamy na niewielkiej ilości oleju rzepakowego. Na drugiej patelni smażymy pierś z indyka pokrojoną w kostkę lub w paseczki i doprawioną solą i pieprzem. Gdy cebula się zeszkli, dodajemy do niej krojone pomidory bez skórki, odrobinę koncentratu pomidorowego i troszkę wody. Całość przyprawiamy papryką, ulubionymi ziołami takimi jak oregano, tymianek czy zioła prowansalskie. Potrzebna też będzie odrobina soli, pieprzu i szczypta cukru. Gdy sos będzie gotowy, dodajemy do niego usmażone kawałki indyka.

Ostatnim krokiem jest wyłożenie makaronu na talerze i umieszczenie sosu z kawałkami mięsa na szczycie. Danie warto posypać drobno posiekaną natką pietruszki lub udekorować listkami świeżego oregano. Smacznego!