Skąd się wzięły pączki i dlaczego królują w Tłusty Czwartek?

Choć jeden pączek waży tylko około 60-70 gramów, to w zależności od polewy i nadzienia dostarcza nam od 250 do 300 kalorii. Nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy ważą nieco więcej niż należy, ale w Tłusty Czwartek każdy powinien zjeść chociaż jednego pączka, bo ponoć to gwarantuje szczęście przez cały rok.

Tłusty Czwartek to ostatni czwartek karnawału i wtedy na stołach powinny królować właśnie pączki. Ponoć tego dnia Polacy zjadają około miliona pączków, co oznacza, że statystycznie każdy zjada mniej więcej 2,5 pączka. To naprawdę sporo. No cóż, w ten jeden dzień w roku można pozwolić sobie na taką słodką rozpustę. Wszak pączki to nie wymysł naszych czasów, znano je już w czasach starożytnych, choć wówczas wcale nie były słodkie.

Pączki – historia w pigułce

Pączki znano już w czasach starożytnego Rzymu, ale zupełnie nie przypominały one tych, którymi objadamy się dzisiaj. Przygotowywano je z ciasta chlebowego i nadziewano słoniną lub boczkiem. Były więc one słonawe albo pikantne. Raczono się nimi zawsze wówczas, gdy świętowano zakończenie zimy i pojawiały się pierwsze zwiastuny wiosny. Potem minęły kolejne stulecia, a na terenach Polski podawano pączki ze skwarkami, zwane także pampuchami. W średniowieczu pojawiły się pączki z ciasta drożdżowego, które przygotowywali mnisi.

Mniej więcej  pod koniec XVI wieku pojawiły się pączki w słodkiej postaci, ale one także nie przypominały tych dzisiejszych, bo były niezwykle twarde. Dopiero gdy w XVIII wieku powszechnie zaczęto używać drożdży, pączki stały się podobne do tych, które znamy dzisiaj. Za prekursorkę współczesnej odmiany pączków uważa się Cecylię Krapf, która na przełomie XVII i XVIII wieku prowadziła słynną wiedeńską cukiernię. Serwowała tam drożdżowe kule nadziewane owocami.

Pączki całego świata

Na świecie znane są różne rodzaje pączków. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tak zwanych pączków berlińskich. Mięciutkie, okrągłe, z charakterystycznym jaśniejszym paskiem w najszerszym miejscu, nadziewane powidłami, czekoladą, adwokatem lub toffi, z dużą ilością lukru lub cukru pudru na powierzchni, urzekają codziennie wielu z nas. Te ciastka w Tłusty Czwartek królują w cukierniach niepodzielnie.

W Ameryce prym wiodą donuty. Puszyste, lekko chrupiące ciastka z charakterystyczną dziurką w środku kochają nie tylko Amerykanie, bowiem i u nas jest wielu amatorów tych pyszności. W polskich cukierniach na co dzień znajdziemy też pączki wiedeńskie. Nazwa jest nieco myląca, bo wiedeńskie pączki wcale nie pochodzą z Austrii. To tradycyjne ciastka hiszpańskie, które u nas najczęściej nazywa się gniazdkami. Parzone ciasto, smażone w głębokim tłuszczu i obficie lukrowane ma wielu wiernych zwolenników.

Wśród różnych rodzajów pączków trzeba też wymienić te pochodzące z Turcji. Małe kuleczki z drożdżowego ciasta z cukrowym syropem i miodem noszą nazwę lokma. I choć są pyszne, to w Polsce trudno je znaleźć.

Na świecie jednak pączki przybierają różne formy. W Stanach bardzo popularna jest „wytrawna” ich odmiana z bekonem. Z kolei w Japonii pączki podaje się z kremem fasolowym, a w Korei mają wyraźnie czosnkowy smak. Najciekawsze są chyba jednak te serwowane w Singapurze. Tam swoim smakiem przypominają nieco sushi, bowiem ciasto serwowane jest z aromatycznymi wodorostami i wasabi.

Walentynkowe dania, czyli wyjątkowa kolacja we dwoje

Walentynki to wielkie święto miłości, które obchodzą nie tylko ci szaleńczo zakochani, ale także osoby, które czekają na to uczucie. Nic więc dziwnego, że ten wieczór każdy chce spędzić wyjątkowo. Walentynkowa kolacja we dwoje lub  spędzona w gronie najbliższych przyjaciół to czas, w którym poziom uczuć można znacznie podnieść za sprawą pysznego jedzenia. Jeśli na stole pojawią się dania pełne afrodyzjaków, z pewnością rozgrzeją one serca i zmysły.

Już w czasach starożytnych odkryto, że niektóre składniki potraw doskonale wpływają na samopoczucie. Nazwano je afrodyzjakami od imienia greckiej bogini miłości – Afrodyty, która zasłynęła między innymi ze swoich kulinarnych zdolności. Jej najsłynniejszym, miłosnym daniem była kasza jaglana z miodem. Z kolei starożytni Rzymianie za największy afrodyzjak uznawali czosnek, który zjadano na surowo i popijano mlekiem z miodem. Dziś jednak trudno sobie wyobrazić aromatyczny czosnek jako podstawowy element walentynkowej kolacji. W roli afrodyzjaków znacznie lepiej sprawdzą się inne przyprawy – kardamon, chili czy gałka muszkatołowa, które poprawiając krążenie krwi, powodują lepszy przypływ energii i poprawiają samopoczucie. Sprawdź, co można zaserwować w ten wyjątkowy wieczór.

Ostra zupa jako afrodyzjak numer jeden

W ten wieczór warto zaserwować zupę z czerwonej papryki. To wyraziste smakowo warzywo w połączeniu z papryczką chili z pewnością zadziała rozgrzewająco i pobudzająco. Najpierw trzy, cztery czerwone papryki trzeba oczyścić z gniazd nasiennych, papryczkę chili bardzo drobno posiekać, cebulę pokroić w piórka, a czosnek przecisnąć przez praskę. Wszystko musi zostać zalane bulionem warzywnym z odrobiną koncentratu pomidorowego. Gdy warzywa staną się miękkie, całość należy zmiksować. Przed podaniem krem paprykowy warto udekorować świeżą bazylią.

Owoce morza to uczta dla zmysłów

Na liście fantastycznych afrodyzjaków od wielu lat znajdują się także owoce morza. Ukochaną osobę warto uraczyć więc ostrygami, krabami czy homarem, ale świetnie sprawdzają się także popularne krewetki.

Należy starannie je obrać i włożyć do miseczki. Zalewamy marynatą przygotowaną z oliwy z oliwek, posiekanej natki i koperku, z dodatkiem czosnku soli i pieprzu. Po trzydziestu minutach smażymy je około pięć minut na rozgrzanej patelni z dodatkiem odrobiny masła. Te owoce morza najlepiej podawać ze świeżą bagietką i kieliszkiem białego wytrawnego wina.

Filiżanka pełna czekolady z nutą chili

Walentynki kojarzą się również ze słodkościami, więc gorąca czekolada jest jak najbardziej odpowiednim wyborem. Do rondelka wrzucamy więc tabliczkę czekolady mlecznej i połowę czekolady gorzkiej. Do tego wystarczy dodać pół szklanki mleka i około 100 ml słodkiej śmietanki 18%. Całość przyprawiamy cynamonem i… papryką chili. Wszystkie składniki podgrzewamy i mieszamy, tak aby uzyskać jednolitą konsystencję. Przyprawiając ten cudowny deser, trzeba uważnie dodawać chili, tak by czekolada była wyrazista w smaku, ale nie za ostra.

Prezenty walentynkowe, które robią wrażenie

Walentynki mają zarówno zagorzałych wielbicieli, jak i przeciwników. Zatem jedni czekają na ten dzień już od świąt Bożego Narodzenia, a inni najchętniej przespaliby 14. lutego, udając, że nic się nie wydarzyło. Jednak bez względu na racjonalne uzasadnienie swojego podejścia do tego dnia warto dać szansę Walentynkom. W końcu kiedy, jak nie tego dnia pokazać bliskim osobom, jak bardzo jesteśmy wdzięczni za to, że są obecni w naszym życiu. A jak to zrobić…?

Trzeba przyznać, że nawet te okazałe bukiety kwiatów, zamówione stoliki w restauracjach, czy wypady do kina na romantyczne komedie trochę znudziły się każdemu. Nic dziwnego, że ci, którzy nie lubią ckliwych filmów, a w ten dzień muszą się nimi zachwycać, marzą o tym, by w tym roku Walentynki się nie odbyły. To święto miłości można jednak podkreślić prezentem, który zdecydowanie zrobi wrażenie na obdarowanej osobie, a ta pokocha Walentynki i w kolejnym roku będzie czekać na ten dzień co najmniej jak na kolejną rocznicę swoich urodzin.

Prezent dla niego

Mężczyźni są z pewnością romantyczni, ale czy aż tak, by kubek do kawy z wielkim serduszkiem sprawiał im ogromną radość? Wydaje się to mało prawdopodobne. Podobnie krawat w serduszka lub inne amorki raczej nie będą czymś, co sprawi, że zapamiętają właśnie ten prezent, a już z pewnością przemilczą ten fakt w czasie rozmów z kolegami. Warto zatem zastanowić się, co tak naprawdę jest w stanie zwrócić uwagę naszego ukochanego faceta.

Dobrym pomysłem są personalizowane mapy Europy czy świata, na których nasz ukochany podróżnik może zaznaczać miejsca, które udało mu się lub dopiero uda się odwiedzić. Mapa pozwoli mu zaznaczać także te miejsca, do których wybierzecie się we dwoje. Taki prezent na pewno nie wyląduje w najciemniejszym zakątku szafy, a znajdzie swoje honorowe miejsce na ścianie.

A może pozwolisz facetowi poczuć się jak gwiazda sportu i przygotujesz okładkę gazety z jego zdjęciem i najnowszym rezultatem sportowym, który udało mu się osiągnąć? Tak wykonana okładka po wydrukowaniu i oprawieniu może być fajną ozdobą, która zawiśnie tuż obok jego biurka.

Panowie cenią sobie także personalizowane butelki, kufle czy szklanki do ich ulubionych trunków. Karafki na dobrą whisky, opatrzone imieniem właściciela, albo kufle do piwa z pewnością będą chętnie używane przez długi czas.

Prezenty dla niej

Dziewczyny mają w sobie znacznie więcej romantyzmu niż panowie, a więc z pewnością kwiaty i okolicznościowa biżuteria sprawią im ogromną radość, nawet gdy podobne prezenty otrzymywały wcześniej. Jednak im także przyda się jakaś odmiana.

W tym roku warto pomyśleć o prezentach, które będą przeznaczone tylko dla nich. Nawet zwykły notes ze spersonalizowanym nadrukiem sprawi, że będą chętnie go używać i zapisywać planowane działania, mające doprowadzić do zawładnięcia światem.

Dziewczyny z pewnością chętnie będą otulać się ciepłym kocem ze swoim imieniem, który otrzymają od swojego faceta. Dużą radość sprawi im także wspólna fotografia wydrukowana na płótnie i oprawiona w piękną ramę. To fantastyczna ozdoba, która znajdzie swoje miejsce na ścianie w salonie lub w sypialni. Wielkim hitem ostatniego sezonu są także tak zwane słoje życzeń. To śliczne, ciekawie zdobione, szklane słoje, w których umieszcza się karteczki z dowolnymi treściami. Mogą to być na przykład propozycje wspólnego spędzania czasu, takie jak kino, teatr czy spacer. Dziewczyna losuje jedną karteczkę każdego dnia i w ten sposób określa sposób spędzenia wolnego wieczoru we dwoje.

Nowalijki – czy będziemy je jeść już w lutym?

Warzywa i owoce, a więc także wyczekiwane zawsze nowalijki, powinny stanowić co najmniej 50% codziennego pożywienia. Dziś znacznie łatwiej sprostać temu zadaniu, bo świeże warzywa – choć na razie głównie szklarniowe lub z importu – dostępne są przez cały rok. Nawet zimą kupujemy piękne, zielone brokuły i jarmuż, kuszą nas gruszki i truskawki, a świeże rzodkiewki, pomidory i ogórki też już nikogo nie dziwią. Cóż, jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest ocieplenie klimatu, ale czy to oznacza, że prawdziwe nowalijki z ogródka będziemy zajadać już w lutym?

Ocieplenie klimatu spędza sen z powiek wielu i trzeba przyznać, że ma ono ogromny wpływ na zmiany zachodzące w środowisku naturalnym. Wzrastająca temperatura powietrza i związane z tym topnienie lodowców powodują podnoszenie się temperatury oceanów i mórz, które uwalniają do atmosfery dodatkowe ilości dwutlenku węgla, a przecież człowiek produkuje go i tak zdecydowanie za dużo. To wszystko niesie za sobą ogromne konsekwencje dla środowiska. Z jednej strony niebezpiecznie podnosi się poziom wód na świecie, a z drugiej strony coraz więcej regionów zagrożonych jest stepowieniem i pustynnieniem. Tak gwałtowne zmiany klimatu niosą ze sobą coraz częstsze kataklizmy naturalne i anomalia pogodowe, którym nie da się zapobiec. Na taki klimatyczny „rollercoaster” najbardziej narażone jest rolnictwo i to w tej dziedzinie jego konsekwencje są szczególnie dotkliwe.

Ocieplenie klimatu a produkcja rolnicza

Anomalia i zmiany klimatyczne mocno zaburzają warunki, w jakich realizowana jest produkcja rolna. Wystarczy przyjrzeć się coraz wyższym cenom żywności, które możemy obserwować od jakiegoś czasu. W Polsce spowodowane jest to głównie suszą, która na naszych terenach utrzymuje się już właściwie od kilku lat. Stan wód nie jest też odbudowywany nawet zimą, bo w zasadzie na nizinach nie widuje się już pokrywy śnieżnej. Niestety nasz kraj jest najbardziej w całej Europie zagrożony tak zwanym stepowieniem, a więc i produkcja rolna może znacznie się zmniejszyć lub będzie trzeba zupełnie zmienić profil zasiewów.

Wzrost średniorocznej temperatury, jaki obserwujemy w Polsce, sprzyja także rozwojowi populacji różnych szkodników, ale także będą migrować do nas szkodniki z innych stref klimatycznych. I choć niektórzy stwierdzą, że na naszym obszarze skutki ocieplenia nie będą tak dramatyczne, bo przecież inne regiony już tracą jakąkolwiek możliwość produkcji rolnej z uwagi na pustynnienie obszarów i ekstremalnie wysokie temperatury powietrza, to jednak trzeba przygotować się na gruntowne zmiany.

Czy w Polsce pojawią się nowalijki w lutym, a sady jabłkowe zamienią się w gaje oliwne?

Zmiany klimatyczne w Polsce wpłynęły już na wydłużenie okresu wegetacyjnego, a to dzięki bardzo ciepłym jesieniom. Pozwala to na uprawę poplonów i jesiennych odmian owoców i warzyw. Rolnicy mają także znacznie więcej czasu na niezbędne prace polowe i jesienne zbiory, które trzeba wykonać przed nadejściem zimy. Tytułowe nowalijki z gruntu pojawiać się będą na razie w tym samym czasie co dawniej, bo wczesną wiosną nadal jest bardzo chłodno, a więc na młode warzywa musimy nadal czekać do maja. Z kolei utrzymująca się susza drastycznie obniża wielkość produkcji rolnej, co sprawia, że wielu rolników traci źródło swojego utrzymania i jeśli nic się nie zmieni, wkrótce będzie trzeba importować nawet zwykłą mąkę. Trzeba też przygotować się na to, że wraz z ociepleniem klimatu będą musiały zmienić się uprawy. Na polach będziemy oglądać coraz więcej słoneczników i soi, ale nie należy spodziewać się, że w krótkim czasie zaczniemy uprawiać oliwki czy pomarańcze.

Dania z makaronem w roli głównej w wersji „fit”

Panuje przekonanie, że dania z makaronem nie są dla osób, które chcą utrzymać swoją wagę lub zrzucić zbędne kilogramy. To jednak nie jest do końca prawda, a sam makaron nie jest tuczący ani nadmiernie kaloryczny. Natomiast zgubne bywają składniki, które są do niego dodawane. Przyrost wagi powodują najczęściej sosy, mięso i sery, które dodaje się do makaronu, dlatego jeśli ktoś lubi makaron, powinien znać choć kilka sposobów na przyrządzenie dania w wersji „fit”.

Makaron – ważny element diety odchudzającej

Wiele osób mających nadwagę stara się eliminować makaron ze swojej diety. Jednak to błędne posunięcie. Sam makaron, ugotowany al dente, czyli tak, aby pozostał on jędrny i może lekko twardy, nie jest w żaden sposób tuczący. Wręcz przeciwnie, zapobiega zjadaniu zbyt dużych ilości pożywienia, bo na długo zapewnia poczucie sytości i jest dobrym źródłem węglowodanów złożonych. Po zjedzeniu makaronu osoby odchudzające się niemal nie odczuwają potrzeby jedzenia słodkości, a zawarty w makaronie błonnik pokarmowy utrzymuje dobre tempo przemiany materii.

Makaron penne z łososiem

Najlepszym wyborem jest pełnoziarnista wersja tego makaronu. Należy go gotować w wodzie lekko posolonej aż do momentu, gdy osiągnie stan al dente. W międzyczasie przygotowuje się dressing, który składa się z jogurtu greckiego, posiekanej natki pietruszki lub innych ulubionych ziół. Gdy makaron będzie gotowy, należy wymieszać go z odrobiną jogurtu i kawałkami wędzonego łososia. Całość warto udekorować ulubionymi, świeżymi ziołami. Takie danie zapewni wiele składników cennych dla organizmu. Znajdą się w nim odpowiednie kwasy tłuszczone, witamina C, błonnik pokarmowy oraz wiele innych elementów znajdujących się w użytych ziołach.

Makaron z sosem paprykowym

Ulubiony rodzaj makaronu razowego należy ugotować tak, aby oczywiście pozostał on al dente. Jednocześnie trzeba przygotować pyszny sos, rozpoczynając od upieczenia w piekarniku cebuli czosnkowej lub czerwonej i dużej papryki czerwonej. Gdy skórka warzywa ściemnieje, należy ją zdjąć. Upieczoną cebulę, paprykę, ząbek czosnku i ulubione przyprawy należy zblendować. Sos miesza się z ugotowanym makaronem, a całość można posypać uprażonymi orzechami lub pestkami dyni oraz drobno posiekaną natką pietruszki.

Makaron z dietetycznym indykiem

Makaron tagiatelle lub inny ulubiony należy ugotować. W międzyczasie należy przygotować indyka w sosie, co potrwa około 15–20 minut. Cebulę i czosnek siekamy i przesmażamy na niewielkiej ilości oleju rzepakowego. Na drugiej patelni smażymy pierś z indyka pokrojoną w kostkę lub w paseczki i doprawioną solą i pieprzem. Gdy cebula się zeszkli, dodajemy do niej krojone pomidory bez skórki, odrobinę koncentratu pomidorowego i troszkę wody. Całość przyprawiamy papryką, ulubionymi ziołami takimi jak oregano, tymianek czy zioła prowansalskie. Potrzebna też będzie odrobina soli, pieprzu i szczypta cukru. Gdy sos będzie gotowy, dodajemy do niego usmażone kawałki indyka.

Ostatnim krokiem jest wyłożenie makaronu na talerze i umieszczenie sosu z kawałkami mięsa na szczycie. Danie warto posypać drobno posiekaną natką pietruszki lub udekorować listkami świeżego oregano. Smacznego!

Karnawałowy tapas bar

Karnawałowa domówka wymaga specjalnej oprawy, a może nią być dobre jedzenie. Przekąski w stylu tapas z pewnością zachwycą gości, bo są nie tylko fantastycznym wspomnieniem letnich dni spędzonych w śródziemnomorskiej scenerii. Te hiszpańskie przysmaki nie przypominają tradycyjnych polskich potraw, serwowanych na imprezach, więc będą miłą, kulinarną odmianą. Czas zapomnieć choć na jeden wieczór o klasycznej sałatce jarzynowej, o jajku w majonezie i uraczyć gości innymi, bardzo ciekawymi smakami.

Morcilla, czyli hiszpańska kaszanka

Niedoceniana w polskich restauracjach, a tak lubiana przez wielu, w Hiszpanii swojska kaszanka jest znacznie bardziej popularna, szczególnie we wszelkich barach, w których serwuje się tapas. Dania i przekąski z hiszpańską morcillą podawane są nawet w ekskluzywnych restauracjach posiadających gwiazdki Michelin.

Karnawałowa przekąska na bazie kaszanki z pewnością zniknie z półmiska jako pierwsza. Jak ją przyrządzić? Wystarczy pokroić kaszankę w centymetrowe plastry i delikatnie obsmażyć. Następnie krążki rozkłada się na półmisku, a na nich umieszcza się kawałki koziego sera. Na wierzchu musi znaleźć się karmelizowana, czerwona cebula. Ta prosta przekąska smakuje wprost niebiańsko.

Szynka serrano w śródziemnomorskim wydaniu

Już jakiś czas temu Polacy pokochali długodojrzewające wędliny. Najbardziej znana jest szynka parmeńska, ale szynka serrano urzeka jeszcze bardziej. Być może dzieje się to za sprawą dwóch połączonych w niej, zupełnie przeciwstawnych, smaków. Szynka ta jest jednocześnie słodka i słona, co gwarantuje kubkom smakowym pełne szaleństwo. Jeśli poda się tę wędlinę wraz z kawałkami melona, to w zasadzie trudno stwierdzić, czy z półmisków szybciej zniknie morcilla czy szynka serrano.

Krewetki serwowane inaczej

W naszym kraju nieczęsto spotyka się krewetki podawane w towarzystwie pieczarek. To dość nieznane u nas połączenie, które warto wprowadzić nie tylko do karnawałowego menu. Do przyrządzenia przekąski potrzebne są większe krewetki, pieczarki, pęczek natki pietruszki, ząbek czosnku, odrobina oleju rzepakowego i troszkę soli. Kapelusze pieczarek delikatnie obsmaża się na tłuszczu z dodatkiem czosnku. Potem należy je zdjąć z patelni i położyć na talerzu, a na patelnię wrzuca się krewetki. Smaży się je krótko na tłuszczu, który pozostał po pieczarkach. Gdy tylko zaczną się rumienić, trzeba je zdjąć z patelni. Pieczarki i krewetki nabija się na przemian na wykałaczki i posypuje natką pietruszki. Takie przekąski świetnie smakują i na ciepło, i na zimno, najlepiej w towarzystwie białego wytrawnego lub półwytrawnego wina.

Bez tortilli nie ma tapas baru

Kultowym elementem menu w tapas barach jest oczywiście cudowna, hiszpańska, ziemniaczana tortilla. Hiszpanie jedzą tortillę na śniadanie, jako dodatek do kanapek, albo na kolację, a wówczas do jej wykonania używa się nie tylko ziemniaków, jajek i cebuli. Do przygotowania bardziej wykwintnej wersji dania najczęściej wykorzystuje się ryby i zielony groszek.

Przygotowanie dania jest nieco podobne do przygotowania omletu, z tym że należy zacząć od obsmażenia ziemniaków. Surowe warzywa, pokrojone w solidną kostkę, smaży się na oleju aż do momentu, gdy staną się prawie gotowe do jedzenia. Wówczas dorzuca się do nich cebulę, a gdy ta się zeszkli, całość zdejmuje się z patelni i studzi. Potem wybite do miski jaja należy roztrzepać widelcem, dodając do nich odrobinę soli. Do nich wrzuca się usmażone ziemniaki z cebulą i całość umieszcza się na patelni z rozgrzanym olejem. Tortillę smaży się na złoty kolor z obu stron. Można ją jeść zarówno na ciepło, jak i na zimno.

Nasze psiaki – czy warto dla nich gotować, czy lepiej wybrać gotową karmę?

Niektórym trudno wyobrazić sobie życie bez psa. To one towarzyszą ludziom, odwzajemniają uczucia, stając się dla wielu osób lekarstwem na samotność. Właściciele psów dbają o ich zdrowie, o codzienny komfort i starają się dogadzać im kulinarnie. Co jest lepsze dla domowego pupila – gotowa karma czy przysłowiowe „domowe obiadki”?

Zalety i wady gotowanych posiłków

Choć pies nie powinien jeść takich samych potraw jak jego właściciel, to po otwarciu puszki z karmą , człowiek chętnie zabiera się za gotowanie dla swojego ulubieńca. Oczywiście to wymaga czasu i wysiłku, ale przecież większość pragnie uszczęśliwić swojego pupila, serwując mu lepsze jedzenie niż to kupione w sklepie.

W dobie wszechobecnych konserwantów i sztucznych dodatków, które znajdują się w niemal wszystkich produktach spożywczych, przygotowując domowe jedzenie dla psa, ma się pewność, że zwierzak nie jest faszerowany przysłowiową „chemią”. Można też przygotowywać świeże posiłki, które z pewnością będą mu smakowały znacznie bardziej niż gotowa karma.

I choć do domowych posiłków używa się znanych składników, które można dowolnie komponować, to nie ma się pewności, czy takie dania dostarczą psu wszystkich składników niezbędnych dla zachowania zdrowia i dobrej kondycji. Aby przygotowywać dobrze zbilansowane posiłki, trzeba posiąść szeroką wiedzę na ten temat. Jednak gdy się to uda, z pewnością domowe potrawy będą znacznie zdrowsze i smaczniejsze.

Producenci gotowych karm dla zwierząt dbają o to, aby zawierały one wszystko czego potrzebuje organizm czworonoga. Niestety, nie zawsze używają dobrych składników, a aby polepszyć walory smakowe i zapachowe, dodają mnóstwo sztucznych substancji, które zazwyczaj nie są obojętne dla zdrowia zwierzaka. W gotowej żywności znajduje się też wiele konserwantów, których zadaniem jest wydłużenie terminu przydatności karmy.

Podstawowe zasady przygotowywania posiłków dla psa

Rozpoczynając przygodę z gotowaniem dla psiaka, najpierw należy zapoznać się z listą potraw i produktów, których pies nie może jeść w ogóle. Na czele takiego spisu są potrawy z grilla i wszelkie marynowane mięsa. Zaraz za nimi kroczą wszelkie ostre papryki, awokado, czosnek, winogrona, pestki owoców, orzechy i wiele, wiele innych owoców i warzyw.

Kolejnym krokiem jest ustalenie indywidualnej, dziennej liczby posiłków i ich wielkości. Pod żadnym pozorem nie wolno przekarmiać psa. Jego otyłość, podobnie zresztą jak u człowieka, może wywołać wiele chorób, a wśród nich takie, które będą zagrażać życiu.

Przygotowując posiłki, wiele osób sądzi, że psy muszą jeść bardzo dużo mięsa, bo to w nim znajduje się wystarczająca ilość białka. To jest jednak najczęstszym błędem żywieniowym, bo nie docenia się białka z produktów odzwierzęcych i roślinnych. W pokarmie muszą znajdować się dozwolone dla psa warzywa i owoce, bo to one zapewnią odpowiednią porcję witamin i minerałów. Przed przystąpieniem do gotowania dla pupila warto skonsultować się z weterynarzem, który z pewnością udzieli cennych wskazówek.

Czy warto zatem gotować dla psa?

Jeśli można poświęcić na to odpowiednią ilość czasu i posiada się sporą wiedzę na temat żywienia czworonogów, to z pewnością warto podjąć się tego zadania. Czasami gotowanie staje się koniecznością, bo psiaki nie chcą jeść gotowych karm albo cierpią na szereg alergii pokarmowych. Trzeba też jednak pamiętać, że psy przyzwyczajają się do dobrego. Jeśli za jakiś czas człowiek znudzi się gotowaniem dla swojego pupila, to trudno będzie ponownie przyzwyczaić go do jedzenia karmy ze sklepowej półki.

Jedziemy w góry… czyli zimowy ekwipunek z gatunku „must have”

O zimowym wyjeździe w góry marzymy już w momencie, gdy sezon letni zmierza ku końcowi. Jednak narciarskie szaleństwo cieszy nas najbardziej, gdy odpowiednio się do niego przygotujemy. Z dużym wyprzedzeniem warto przemyśleć i stworzyć listę rzeczy niezbędnych do kupienia i spakowania, tak aby na miejscu niczego nie zabrakło. Warto też zrezygnować z zabierania czegoś, co okaże się zupełnie niepotrzebnym „zabieraczem” miejsca w plecaku czy walizce.

Przede wszystkim sprzęt narciarski

Przygotowania należy rozpocząć od przeglądu posiadanego sprzętu zimowego. Podstawą jest sprawdzenie stanu nart i butów narciarskich. Czasami sprzęt wymaga wymiany, a więc warto dużo wcześniej przestudiować ofertę dostępną na rynku i dokonać odpowiedniego wyboru. Nart i butów nie wolno kupować w pośpiechu, bo najczęściej podejmuje się nietrafione decyzje. Jeśli sprzęt jest dobry, często okazuje się, że narty wymagają ostrzenia i porządnej konserwacji, a więc najlepiej oddać je do serwisu. Nie warto z tym zwlekać, bo w sezonie w punktach usługowych bywają ogromne kolejki.

Odpowiedni kombinezon i bielizna termoaktywna

Kombinezon narciarski, podobnie jak narty i buty, to podstawa udanego pobytu w górach. Zapominamy o nim tuż po powrocie z wyjazdu, chowając głęboko do szafy. Drobne uszkodzenia, niesprawny zamek czy zagubiony sznurek potrafią potem uprzykrzyć wyjazd. Z drugiej strony kombinezon warto przymierzyć przed wyjazdem, bo niestety często zmienia się nasza waga i staje się on po prostu za mały lub zbyt duży.

Nie można też zapomnieć o odpowiedniej bieliźnie. Ta termoaktywna najlepiej sprawdza się na stokach narciarskich, gwarantując ogromny komfort termiczny.

Niedopasowane gogle

Na stoku nawet drobne akcesoria mają ogromne znaczenie. Trudno sobie wyobrazić komfortowe zjazdy bez dobrze dobranych gogli. Powinny być wyposażone w filtry UV, które ochronią oczy przed nadmiarem promieni słonecznych.

Równie ważne są dobrze dopasowane rękawice, czapka oraz nawet maska na twarz. Wybierając rękawice, warto zdecydować się na taki model, który umożliwia uwolnienie samych palców, bo dzięki temu szybko uda się skorzystać np. ze smartfona.

O czym trzeba pamiętać, a o czym należy zapomnieć

Zarówno na polskich stokach, jak i w Alpach słońce bardzo mocno operuje. Narciarza często można poznać po tym, że ma opalone czoło lub nos. W bagażu musi się więc znaleźć krem z silnym filtrem UV, bo tylko taki kosmetyk uchroni skórę twarzy przed zbyt dużą dawką promieni słońca. Warto też zabrać ze sobą choć niewielką apteczkę, która przy drobnych urazach może okazać się wybawieniem. Bandaże elastyczne, kilka plastrów, preparat do dezynfekcji ran i środki przeciwbólowe to podstawa, choć trzeba mieć nadzieję, że nic z tego się nie przyda.

W bagażu powinny znaleźć się wygodne ubrania sportowe, które zakłada się po powrocie ze stoku. Na wieczorny wypad do restauracji lub do baru nie warto zakładać eleganckich strojów, bo w kurortach narciarskich panuje raczej swobodna atmosfera. Jeśli więc nie jest to wyjazd z zaplanowanym wielkim balem karnawałowym, nie trzeba zabierać ze sobą oficjalnych, wieczorowych ubrań. Warto jednak znaleźć miejsce w walizce na strój kąpielowy, bo wiele ośrodków narciarskich dysponuje basenami, a relaks w wodzie to wspaniały pomysł na odpoczynek po narciarskim wysiłku.

 

Sylwestrowa domówka, czyli pięknie, pysznie i na luzie

Jak pokazują statystyki, Polacy najchętniej spędzają sylwestra na imprezach miejskich i na domówkach. Zatem może to dobry pomysł, aby w tym roku zaprosić przyjaciół i wspólnie spędzić sylwestrową noc. Jeśli obawiasz się, że zbyt dużo pracy trzeba będzie włożyć w przygotowania takiej imprezy, to jesteś w błędzie. Sprawdź, jak przy minimum wysiłku wyczarować kapitalną imprezę.

Organizowanie zabawy sylwestrowej wcale nie oznacza, że wszystko musisz zrobić i przygotować sam. Najpierw warto poprosić o współpracę jedną, dwie osoby, które pomogą w przygotowaniu pomieszczenia do wspólnej zabawy, a po imprezie zajmą się też sprzątaniem. Pomoc przyda się również w zakresie tak zwanej logistyki, bo jednak samo zrobienie zakupów może być dość dużym wyzwaniem, a im liczniejsza impreza, tym większy jego kaliber. Gdy zapewnisz sobie współpracowników, możesz przystąpić do ułożenia i realizacji planu.

Przygotowanie i udekorowanie pomieszczenia

W pomieszczeniu, w którym ma odbyć się impreza, warto poczynić może niewielkie, ale jednak zmiany. Przede wszystkich należy zapewnić wystarczającą liczbę miejsc siedzących dla gości, a jeśli przewidujesz także tańce, to warto usunąć zbędne meble, tak aby wygospodarować więcej miejsca do zabawy. Jeśli na podłodze leży dywan, to na czas imprezy warto go zrolować i wynieść do innego pomieszczenia. Pochować także trzeba to, co stoi na półkach i jest tłukące. Nawet korek od szampana może przypadkowo strącić coś z półki, więc lepiej takie rzeczy zabezpieczyć wcześniej.

Trzeba wyznaczyć miejsce na bufet, a jeśli będą serwowane dania restauracyjne, to także należy nakryć do stołu. Jednak przy takiej okazji najlepiej sprawdza się bufet pełen pysznych przekąsek i ewentualnie niewielki ciepły posiłek po północy. Bardzo ważne, a często pomijane na etapie przygotowań, jest miejsce na ubrania gości. Jeśli ma przybyć ich sporo, to warto zapewnić dodatkową przestrzeń oraz wieszaki na płaszcze i kurtki.

Na koniec pozostaje udekorowanie pomieszczenia. Tu przydadzą się tradycyjne balony i serpentyny oraz cyfry oznaczające nowy, nadchodzący rok. Warto zrezygnować z konfetti, bo sprzątanie takich drobiazgów z pewnością byłoby uciążliwe.

Sylwestrowe pyszności

Menu trzeba zaplanować tak, aby mieć czas na zabawę, a nie spędzać sylwestra w kuchni, obsługując całe towarzystwo. Można zatem postawić na bufet z przekąskami oraz na dania, które da się przygotować wcześniej, a w czasie imprezy tylko je odgrzać.

Wśród przekąsek, które łatwo i szybko można zrobić, powinny znaleźć się te przygotowywane z gotowego ciasta francuskiego. Wystarczy rozłożyć arkusz ciasta francuskiego, posmarować go ketchupem oraz odrobiną musztardy, ułożyć na nim plastry wędliny, sera i posypać wszystko tartym parmezanem. Całość należy zwinąć i pokroić w dwucentymetrowe krążki. Te układa się na blaszce i piecze w piekarniku przez 13–15 minut. Takie przekąski można jeść i na ciepło, i na zimno.

Ogromną popularnością cieszą się surowe warzywa podawane z wymyślnymi dipami. Pokrojona w drobne słupki marchewka i seler naciowy wraz z sosami smakują wyśmienicie. Każdy też chętnie chwyci w rękę tradycyjne koreczki, które można przygotować w nawet najbardziej niespotykany sposób. Miłośnicy ryb z pewnością będą zadowoleni z roladek z łososia, które robi się kilka minut. W plastry wędzonego łososia zawija się twarogowy ser z ziołami albo chrzanem. Bardzo lubiane są też krojone w talarki tortille, w które wcześniej zawinięto kawałki grillowanej piersi z kurczaka, z pomidorami, papryką i chrupiącą sałatą. Odrobina aromatycznego sosu połączy wszystkie składniki.

Przyda się także coś słodkiego. Fantastycznie udekorowane, kolorowe muffiny z pewnością przypadną do gustu każdemu. To ciacha, których przygotowanie wymaga 15 minut. Z kolei po północy warto podać tradycyjny bigos lub czerwony barszcz – szampańska zabawa gwarantowana.

Wigilia w stylu wege… czyli zielone pyszności na świątecznym stole

Wegetarianizm staje się coraz bardziej popularny także w Polsce. Nie zgadzając się na cierpienie zwierząt, wegetarianie rezygnują z jedzenia mięsa, a na ich talerzach pojawia się znacznie więcej warzyw, które stanowią podstawę ich diety. W obliczu tych okoliczności zastawienie świątecznego stołu fantastycznymi daniami niektórym wydaje się sporym wyzwaniem. Jednak wegetariańskie święta mogą być równie pyszne, jak te tradycyjne.

Początkującym wegetarianom ułożenie świątecznego menu może sprawiać trudności, bo trudno sobie wyobrazić wigilijny stół bez karpia czy ryby po grecku. Plusem wigilii w duchu wege z pewnością będzie to, że serwowane dania będą mniejszym obciążeniem dla żołądka niż te tradycyjne, bo to z ich trawieniem organizm człowieka miewa często problemy. Proponujemy więc wegetariańską wersję wigilijnych dań, które zachwycą także tradycjonalistów.

Wigilijny barszcz i uszka w niemal niezmienionej w formie

Wegetariański barszcz czerwony smakuje równie dobrze, jak ten tradycyjny, z tym że używa się tylko wywaru warzywnego. Pokrojone w grube talarki buraki gotuje się więc z warzywami i odrobiną oleju rzepakowego, sosu sojowego i innych tradycyjnych przypraw. Gdy wszystkie warzywa będą gotowe, do wywaru warto dodać nieco zagęszczonego soku buraczanego i odrobinę soku jabłkowego lub kompotu z jabłek. Całość oczywiście należy doprawić do smaku.

Uszka w zasadzie niczym się nie różnią od tych tradycyjnych. Wegetarianie również przyrządzają farsz z samych grzybów, najlepiej tych leśnych lub z kapusty z grzybami.

Pierogi i kapustą z grochem

Choć ciągle wiele osób czeka na wigilijne pierogi z kapustą i grzybami, to być może warto tym razem z nich zrezygnować i wprowadzić do świątecznego menu iście wegetariański przysmak, jakim są pierogi z zieloną soczewicą i suszonymi pomidorami. Ciasto na pierogi robi się tradycyjnie, ale to farsz czyni z nich prawdziwy, kulinarny hit.

Pierogową nowość warto zrównoważyć tradycyjną kapustą z grochem, którą przyrządza się według przepisu znanego od lat. Namoczony dzień wcześniej groch należy ugotować do miękkości, bez soli. Osobno przygotowuje się kiszoną kapustę, którą gotuje się przyprawioną laurowymi liśćmi i zielem angielskim. Na koniec oba składniki należy połączyć i przyprawić do smaku solą i pieprzem.

Wegetariańskie „prawie ryby”

Najciekawiej jednak przedstawiają się dania „prawie rybne”. Wegetarianie ponoć najbardziej tęskniąc za smakiem ryb, wymyślili potrawy do złudzenia przypominające rybne przysmaki. Jednym z nich jest potrawa imitująca uwielbianą rybę po grecku. Podstawą dania nie jest oczywiście ryba, tylko gotowe kotlety sojowe, które gotuje się w wodzie z dodatkiem przypraw i cebuli. To one będą pełnić w daniu funkcję ryby. Warzywa i sos przygotowuje się identycznie jak do tradycyjnej ryby po grecku.

Inną rewelacją wegetariańską jest tak zwana „seleryba”, a rybę zastępuje się selerem i arkuszami nori. Przygotowanie dania nie jest trudne. Selera kroi się w centymetrowe plastry. Warzywny bulion gotuje się razem z wodorostami nori i tradycyjnymi przyprawami takimi jak: ziele angielskie, liście laurowe i kolendra. Gdy bulion się zagotuje, wrzuca się do niego plastry selera, a całość musi bulgotać aż do miękkości selera. Następnie należy wyjąć i ostudzić zarówno seler, jak i arkusze nori. Kolejnym krokiem jest oprószenie selera mąką, zawinięcie w kawałki nori i obsmażenie ich na patelni. Z pewnością seleryba stanie się kulinarnym przebojem wegetariańskiej wigilii.