Jak chronić skórę przed nadmiarem słońca?

Piękna, letnia opalenizna niestety nie wpływa korzystnie na naszą skórę. Zbyt długa ekspozycja ciała na słońcu niszczy skórę, wysuszając ją i przyspieszając proces starzenia przez co wzrasta ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej skóry. Jak zatem skutecznie chronić skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych?

Jeszcze w XIX wieku jasna, nieopalona skóra była wyznacznikiem wysokiego statusu społecznego. Panie zatem uciekały przed słońcem, zasłaniały się kapeluszami, woalkami i parasolami. Wszystko zmieniło się jednak za sprawą Coco Chanel, która jeszcze na początku ubiegłego stulecia nie tylko zaczęła ubierać kobiety w spodnie, ale także zaczęła popularyzować pięknie opaloną cerę.

Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że działanie promieni słonecznych na człowieka ma też swoje plusy. To dzięki słońcu organizm człowieka jest w stanie wytwarzać witaminę D3 odpowiedzialną za prawidłowy stan kości. Słońce także powoduje zwiększone wydzielanie serotoniny, a to przecież hormon szczęścia. Zatem unikać słońca czy nie?

Rodzaje promieniowania słonecznego

Promienie słoneczne dzielą się na kilka rodzajów. Te oznaczone symbolem UVA to aż 95% całego promieniowania słonecznego. Każdego dnia, o każdej godzinie bez względu na pogodę i porę roku to promieniowanie jest identyczne. Promieniowanie UVA przenika przez skórę bardzo głęboko, przedostaje się nawet przez szyby i jest przyczyną starzenia się skóry, które widać dopiero po wielu latach. Nie powoduje ono jednak żadnych poparzeń skóry ani rumienia.

Pozostałe 5% promieniowania to tak zwane promieniowanie UVB, które częściowo nie jest w stanie przedostać się przez chmury i nie jest w stanie przeniknąć przez szyby. Jest ono znacznie silniejsze latem i zimą szczególnie w górach, gdy odbija się od śniegu. To ono powoduje opaleniznę, poparzenia skóry oraz jest przyczyną powstawania zmian nowotworowych.

Trzecim rodzajem jest promieniowanie UVC, ale ono do nas nie dociera. Zatem najbardziej niebezpieczne są słoneczne promienie UVB i to przede wszystkim przed nimi należy się chronić.

Co chroni przed promieniowaniem słonecznym?

Przed promieniowaniem chronią odpowiednie kosmetyki zawierające substancje będące naturalnymi, mineralnymi lub chemicznymi filtrami przeciwsłonecznymi, które blokują przedostawanie się promieni słonecznych poprzez skórę. Każdy kosmetyk zapewniający ochronę przeciwsłoneczną oznaczony jest współczynnikiem SPF, czyli Sun Protection Factor lub PPD, czyli Presistent Pigment Darkening. Wartość współczynnika SPF, który przypisany jest do kosmetyków chroniących przed promieniowaniem UVB, określa o ile dłużej można pozostawać na słońcu, nie narażając skóry na poparzenie. Wartość ta nie może być mniejsza niż 6. Z kolei PPD, czyli wskaźnik ochrony przed promieniowaniem UVA powinien stanowić 33% wartości SPF.

Jak wybierać krem lub balsam przeciwsłoneczny?

Kosmetyki chroniące przed nadmiarem promieni słonecznych należy dobierać w zależności od fototypu skóry. W Europie wyróżnia się cztery fototypy skóry. Pierwszy to skóra bardzo jasna, łatwo ulegająca poparzeniom słonecznym. Osoby o takiej karnacji powinny używać kosmetyków oznaczonych przynajmniej wskaźnikiem SPF 30. Nieco ciemniejsza skóra wymaga preparatów SPF 20–25, z kolei osoby o skórze śniadej powinny używać kremów i balsamów o SPF 10–15.

U dzieci nie bierze się pod uwagę fototypu skóry, tylko z założenia stosuje się kosmetyki i preparaty kosmetyczne o najwyższym wskaźniku – SPF 50. Skóra maluchów jest jeszcze bardzo delikatna i nie do końca ukształtowana, wymaga więc najsilniejszego zabezpieczenia.

Co zabrać na plażę, czyli maluchy na wakacjach

Gdy wybieramy się na plażę z przyjaciółmi, nie potrzeba nam zbyt wielu rzeczy. Wkładamy do torby krem z filtrem i duży ręcznik. Dbamy o swój strój, więc na głowie ląduje coraz częściej fantazyjny kapelusz, na nosie designerskie okulary, a biodra ozdabia kolorowa chusta. To stylizacja idealna do zrobienia zdjęcia i umieszczenia go w mediach społecznościowych. Wszystko zmienia się jednak, gdy pojawia się na świecie nowy członek rodziny i na plażę wybieramy się ze swoim ukochanym maluszkiem.

Chcąc odpocząć z dzieckiem nad wodą, nagle zdajemy sobie sprawę, że zwykła, letnia torebka na nic się tu nie przyda. Potrzebujemy bowiem wielu drobiazgów, które w tej sytuacji są po prostu niezbędne. Zatem przygotowania do takiej wyprawy warto zacząć od wybrania właściwej, pojemnej torby plażowej. Często okazuje się, że i tak brakuje miejsca na wszystko. Problem ten można rozwiązać, zmniejszając liczbę niezbędnych przedmiotów albo wybierając ich mniejsze wersje. Sprawdźmy zatem, co tak naprawdę trzeba ze sobą zabrać.

Bez tego na plaży ani rusz

Najważniejszym elementem plażowego wyposażenia jest krem lub balsam ochronny z mocnym filtrem UV. Tylko on może uchronić wrażliwą skórę dziecka przed nadmiernym działaniem słońca. Dziecko należy smarować balsamem mniej więcej co godzinę oraz po każdej kąpieli w morzu czy w jeziorze.

Na plażę warto zabrać specjalną matę, na której można bezpiecznie położyć niemowlaka, a większe dziecko będzie mogło wygodnie odpocząć. W komplecie powinien znaleźć się parasol, który ochroni przed słońcem, albo specjalny, plażowy namiot. W takich warunkach maluchy mogą bezpiecznie schronić się przed nadmiarem słońca, a nawet uciąć sobie małą drzemkę.

Jeden duży ręcznik i jeden mniejszy też okażą się być potrzebne. Dzieci uwielbiają moczyć się w wodzie, więc po każdej kąpieli trzeba je wycierać. Na szczęście na plaży wszystko schnie błyskawicznie. Ręcznik przyda się także do przykrycia malucha, gdy będzie chciał się chwilę przespać.

Gdy na plażę udajemy się z niemowlakiem, należy wziąć ze sobą odpowiednią liczbę pieluszek oraz chusteczki jednorazowe, które są niezbędne.

Podstawowym elementem udanego czasu na plaży są wszelkiego rodzaju zabawki plażowe. Najlepsze okażą się tradycyjne zestawy foremek, wiaderko i łopatka, a także dmuchane kółka do pływania, piłki plażowe lub inne zwierzaki, za którymi dzieci przepadają.

Na plaży dziecko musi pić i jeść

Najkorzystniej zabrać ze sobą wodę mineralną i podawać ją dziecku tak często, jak to możliwe. Słodkie soki owocowe sprawią, że maluch przyjmie nadmierną dawkę cukru, a wcale nie ugasi to jego pragnienia. W przypadku niemowlaków najlepiej sprawdzą się lekkie herbatki.

Na plaży, w czasie zabawy w wodzie i w piasku maluchy szybko dopada głód. Warto zatem zaopatrzyć się w plastikowe lunchboxy, które można wypełnić mnóstwem owoców oraz kanapek. Najlepiej zrezygnować z wędlin, bo te źle znoszą wysokiej temperatury. Warzywne pasty do chleba, żółty ser, a nawet ugotowane na twardo jajka znacznie lepiej wypadną w takich okolicznościach. Warto pomyśleć o specjalnych torbach termicznych, które idealnie nadają się na plażę, a wszelkie przekąski dla dzieci będą w idealnym stanie przez cały, słoneczny dzień.

Napoje we własnych kubkach… czyli modny trend less waste

Brak poszanowania środowiska naturalnego przez człowieka powoduje, że na przestrzeni lat skutki takiego postępowania są dramatyczne. Miliony ton śmieci pływających w oceanach i powietrze, którym nie da się oddychać, to tylko dwa przykłady. Na szczęście powstał ponadnarodowy trend zero waste, który powoli uświadamia ludziom, jak postępować, aby nie szkodzić środowisku. Dlaczego picie napojów w kawiarniach i sieciówkach we własnych kubkach wpisuje się w ten trend?

Filozofia „zero waste” i „less waste”

Pionierką tej idei jest Francuzka Bea Johnson. To ona od lat propaguje ideę takiego stylu życia, dzięki któremu człowiek nie generuje śmieci lub zmniejsza ich ilość do minimum. Wszystko w myśl zasady 5R, czyli:

  1. refuse – odmawianie przyjmowania rzeczy, które nie są niezbędne,
  2. reduce – ograniczanie liczby zgromadzonych przedmiotów do minimum,
  3. reuse – używanie rzeczy wielokrotnie, a nie ich wyrzucanie,
  4. recycle – zmienianie przeznaczenia danej rzeczy, inaczej przetwarzanie,
  5. rot – kompostowanie, używanie produktów, które łatwo ulegają rozkładowi.

Bea Johnson znana jest także z tego, że potrafi żyć wraz ze swoją rodziną przez rok, generując tylko jeden słoik śmieci.

Dla większości ludzi taki styl życia jest jednak nieosiągalny. Jednak wraz ze wzrostem ekologicznej świadomości zaczęliśmy sortować śmieci, staramy się eliminować przedmioty, które rozkładają się przez dziesiątki, a nawet setki lat. Mamy nadzieję, że plastik w końcu zniknie z naszego otoczenia. Coraz częściej w ogrodach i na działkach pojawiają się kompostowniki. Tych wszystkich działań nie można nazwać „zero waste”, ale z pewnością zasługują one na miano „less waste”, a to działanie godne pochwały i naśladowania.

„Less waste”, czyli po słomkach pora na rezygnację z plastikowych kubków

Trudno powiedzieć, ile jednorazowych, plastikowych kubków trafia na śmietnik każdego dnia w Polsce. Policzono to natomiast w Wielkiej Brytanii. Tam w ciągu jednej minuty wyrzuca się 500 takich kubków, co rocznie daje ponad 2,5 mln takich plastikowych naczyń. Właściwie nie są one tylko plastikowe. Niektórzy pocieszają się, że kupują gorącą kawę w papierowych kubkach. Nie zdają sobie oni jednak sprawy z tego, że te naczynia w środku mają cieniutką warstwę polietylenu, dzięki któremu kubki nie przeciekają.

Rezygnując z picia gorących napojów w takich kubkach, ogranicza się nie tylko ilość śmieci. To także dobry krok w kierunku zadbania o własne zdrowie. Szkodliwe związki, które przedostają się z plastiku do gorącego napoju, są bardzo niebezpieczne dla człowieka. To przede wszystkim aktywowany wysoką temperaturą bisfenol A, zaburzający hormonalną równowagę organizmu człowieka i odpowiedzialny w dużym stopniu za hormonozależne zmiany nowotworowe. Warto zatem pójść po kawę do znanej sieciówki czy pojechać po nią na stację benzynową z własnym kubkiem.

Najlepszym rozwiązaniem są kubki termiczne. To wygodne naczynia dostępne w różnych rozmiarach, które znakomicie nadają się do gorących napojów. Świetnie trzymają temperaturę nawet przez kilka godzin. Kawa, którą kupimy w drodze do pracy, będzie długo gorąca.
Coraz więcej kawiarni i popularnych sieciówek wprowadza zniżki na kawę nalewaną do własnego kubka. W ten sposób także i one wpisują się w coraz modniejszy trend „less waste”.

Co wkładać do lunchboxa w czasie upałów?

Dzień z życia przeciętnego człowieka to ciągły pośpiech. Najczęściej wychodzimy z domu rano, spiesząc się do szkoły lub do pracy i wracamy późnym popołudniem lub wieczorem. Niestety oprócz wielu godzin spędzonych na zajęciach, w biurze czy w sklepie, dużo czasu zajmują nam dojazdy. W tym czasie musimy coś jeść i pić, aby nie opaść z sił. Idealnym rozwiązaniem okazują się być lunchboxy.

W czasach mody na zdrowe odżywianie i bycie fit, nie zawsze chcemy stołować się w okolicznych barach i fast foodach. Samodzielne przygotowanie posiłków w domu daje gwarancję, że możemy jeść to, co lubimy i to, co jest rzeczywiście zdrowe. Dzięki lunchboxom można bezpiecznie zapakować wartościowe, zróżnicowane posiłki i przekąski, co znacznie ułatwi nam życie. Cała sprawa jednak komplikuje się nieco latem, bo upały nie sprzyjają przechowywaniu żywności. Jednak można skomponować jadłospis tak, że nawet bardzo wysoka temperatura otoczenia nie sprawi nam kłopotu.

Przede wszystkim warzywa i owoce

Lekarze i dietetycy zgodnie powtarzają, że największą część naszego pożywienia powinny stanowić warzywa i owoce. To one dostarczają nam wielu witamin, minerałów i oczywiście tak cennego błonnika, bez którego tempo przemiany materii spadłoby niemal do zera. Zatem w każdym lunchboksie powinny znaleźć się warzywa. Świetnie smakują te przyrządzone wcześniej na parze czy też nawet surowe. W czasie upałów nie warto wzbogacać ich sosami na bazie majonezu czy śmietany, bo taki sos i wysoka temperatura otoczenia to niekorzystne połączenie. Jeśli nie możesz obejść się bez dressingu, wybierz ten na bazie sosu winegret.

W lunchboksie powinny znaleźć się także owoce, które z powodzeniem zastąpią nam niezdrowe słodkie przekąski. Dodatkowo owoce świetnie gaszą pragnienie, więc będziemy mogli zrezygnować chociażby z gazowanych napojów.

Obowiązkowa porcja węglowodanów

W jadłospisie każdego człowieka podstawowym budulcem są węglowodany. To one dają siłę, a ich spożywanie jest niezbędne dla prawidłowej pracy mózgu. Cały problem polega jednak na tym, że wielu z nas serwuje sobie węglowodany pod postacią słodyczy i ciast, a te nie zawierają wartościowych składników odżywczych. Po ich spożyciu uczucie głodu powraca bardzo szybko. W menu powinny zatem znajdować się dania zawierające węglowodany złożone, które znajdują się w produktach zbożowych, a także w roślinach strączkowych.

Zatem doskonałym elementem posiłku będą wszelkiego rodzaju kasze, a wśród nich kasza bulgur czy też brązowy ryż. I kasze, i ryż można przyrządzić z warzywami i jeść je zarówno na zimno, jak i na ciepło. Bardzo dobrze sprawdzi się humus przygotowany z cieciorki, pasty tahini, odrobiny oliwy i przypraw. Humus doskonale zastępuje dipy, które tak uwielbiamy w połączeniu z warzywami. Tę rolę mogą też pełnić różne pasty przygotowane na bazie soi, fasoli czy soczewicy.

W lunchboksie musi być też białko

Dobrym jego źródłem jest zarówno mięso czerwone, jak i drobiowe. Tu sprawdzą się też ryby i owoce morza. W lunchboksie te produkty powinny stanowić około 30% jego zawartości. Śmiało można przyrządzić mięso czy nawet rybę dzień wcześniej i zjeść w towarzystwie zdrowych, pysznych warzyw.
Takie posiłki zapewnią każdemu zdrowie i energię oraz będą się świetnie sprawdzać nawet wówczas, gdy temperatura powietrza przekroczy trzydzieści stopni.